Gortat znów nie pomógł

2012-01-25 ostatnia aktualizacja: 2012-01-25 09:51 źródło: Informacja własna  fot. ASInfo
Marcin Gortat
Marcin Gortat

Kolejny z rzędu dobry występ Marcina Gortata z "double-double" na koncie nie wystarczył do zwycięstwa Phoenix Suns, którzy na własnym parkiecie ulegli 96:99 niżej notowanym Toronto Raptors.

Wszystko zaczęło się po myśli gospodarzy. Wygrali pierwszą kwartę różnicą 10. oczek, a po czterech minutach drugiej ćwiartki powiększyli nawet przewagę na 35:23. Wówczas główny rywal Polaka do gry w pierwszym składzie na pozycji centra - Robin Lopez, zrobił najgłupszą rzecz z wielu głupich w tym sezonie. Po tym jak nie trafił rzut hakiem, wracając sfaulował jednego z rywali. Gdy sędzia odgwizdał przewinienie najpierw zrugał go słownie, a kilkanaście sekund później schodząc na ławkę po wzięciu czasu przez trenera "Słońc" trącił tego samego arbitra barkiem, za co został wyrzucony z boiska, a jego drużyna ukarana przewinieniem technicznym. Łącznie Lopez spędził na parkiecie 3:46 min., oddając w tym okresie jeden niecelny rzut i łapiąc dwa przewinienia. Jak widać Gortat nie musi się obawiać o miejsce w pierwszej piątce...

Całe zdarzenie wybiło gospodarzy z rytmu i schodząc na przerwę co prawda jeszcze wygrywali, ale już tylko 52:48. Po niej zaczął się w dodatku koncert gry Andrea Bargnaniego. Grający na pozycji silnego skrzydłowego Włoch rzutem zza linii 6.75 metra doprowadził po 4 minutach trzeciej kwarty do remisu po 61. Łącznie uzbierał na swoim koncie aż 36 punktów, trafiając każdy z tuzina rzutów osobistych. Za dwa było już gorzej, ale za trzy również prezentował się wybornie, trafiając 4 na 6 prób. I właśnie taki rzut z dystansu na trzy minuty przed końcem tej odsłony wyprowadził Raptors na 69:76.

Na początku czwartej kwarty przewaga Toronto sięgała już dwunastu oczek, bo Andrea znalazł również oparcie w Jamesie Johnsonie (18 punktów, 10 zbiórek) oraz super rezerwowym Leandro Barbosie (19). Wówczas do akcji wkroczył Steve Nash ze swoimi podaniami, kończąc spotkanie z 17. punktami, 14. asystami oraz 7. zbiórkami. Właśnie po jego zagraniu i rzucie z odchylenia Gortata na pięć minut przed końcem zrobiło się już tylko 83:87, ale minutę później Bargnani pomimo podwajania go trafił akcją podkoszową 2+1, rozcinając przy okazji faulującemu go Grantowi Hillowi (11) lewy łuk brwiowy.

40 sekund przed końcem Suns tracili do rywali pięć punktów - 87:92. Wtedy sam Marcin pofatygował się do krycia Włocha, jednak ten po koźle wyszedł wysoko w górę i pomimo próby bloku polskiego centra rzucił wysokim lobem, a piłka bez kontaktu z obręczą ugrzęzła w siatce kosza. Wydawało się wtedy, że jest już po wszystkim, ale zawodnicy z Arizony faulowali gości i grali do końca, a po przechwycie Jareda Dudleya (6) i jego wsadzie po kontrze na 20 sekund przed końcem zrobiło się już tylko 94:96. Wtedy Polak faulował Bargnaniego, a ten z kamienną twarzą wykonał skutecznie oba wolne. Ostatecznie skończyło się wszystko na 96:99.

Marcin Gortat przebywał na parkiecie niespełna 38 minut (37:46). W tym okresie wzbogacił konto Suns o 21 punktów przy dobrej skuteczności z gry 9 na 16. Ponadto trafił 3 z 5. rzutów osobistych zebrał 12 piłek i zanotował dwa bloki.

Phoenix Suns - Toronto Raptors 96:99
(27:17, 25:31, 19:31, 25:20)

Z ostatniej chwili

Znani sportowcy

Ostatnie filmy

Zobacz wszystkie filmy arrow

Galeria multimediów

Zobacz wszystkie fotogalerie arrow

Gorące newsy